Bochim, czyli uniżenie i wyznanie

John Nelson Darby

Sędziów 2,5

Traktat o naszych obecnych czasach

UNIŻENIE i wyznanie powinny dziś w szczególny sposób cechować naturę dzieci Bożych. Dzisiaj, kiedy nie zależy nam tak bardzo ani na Bożej chwale, ani na czci Ducha Świętego -  w jakim stanie jest Kościół?  Nie mam tutaj na myśli szerokiego zasięgu chrześcijaństwa, czy nawet samej Anglii. Mam na myśli mały krąg tych, którzy przeczytają te słowa.

Uniżenie i wyznanie – ale z jakiego powodu i w jakim celu? Każdy niech zastanowi się przed Bogiem i Jezusem Chrystusem, i przed sobą samym, jak najszczerzej i w świetle najgłębszego doświadczenia działania Ducha w swoim życiu. Ja zrobię to tutaj w swoim imieniu, aby ci, którzy będą czytać te słowa, odnieśli je do siebie. 

Chrystus oddał siebie za nasze grzechy, aby móc wyrwać nas z tego złego świata. Wiemy, że przyjaźń ze światem jest nieprzyjaźnią wobec Boga, a życie spędzane na zabieganiu o sprawy tego świata jest odwróceniem się od krzyża Chrystusa. Stając więc przed Bogiem – co powiem, co powiem moim braciom? Spróbujmy odpowiedzieć na takie pytanie: czy to, czym jesteśmy w Duchu, jest tym samym, czym jesteśmy w  sercach, myślach i działaniu? Czyli, czy możemy o sobie powiedzieć, że jesteśmy „nie z tego świata”, jak sam Chrystus, który nie jest z tego świata? Nie bieżmy za punkt odniesienia światowego życia ludzi z tego świata, ani światowego życia innych chrześcijan, do których moglibyśmy porównać się na swoją korzyść, lecz spójrzmy na świętość samego Boga.

Pewność siebie i samozadowolenie Piotra, również jego wielka miłość do swojego mistrza, która doprowadziła go do wyjęcia miecza i obcięcia ucha sługi najwyższego kapłana, to były tylko cielesność i światowość, jeśli spojrzymy oczami Jezusa. Piotrem kierowały różne motywy i nie pochodziły z uniżonego serca. Wielu najlepszych spośród nas postępuje tak samo. Jesteśmy gorliwi, chociaż nie posiadamy wiedzy; jesteśmy uczciwi, ale mylimy się w ocenie wielu spraw; błądzimy wybierając kierunek i środki konieczne do zrealizowania naszych przedsięwzięć. Dzieje się tak dlatego, że za wieloma z tych pomyłek stoi nasza pewność siebie i zadowolenie z własnych pomysłów.

W moim przekonaniu życie sprawami tego świata zaślepiło nas i zobojętniło nasze serca w takim stopniu, w jakim niewielu z nas zauważa. Skutkiem tego ogromna większość wierzących pochłoniętych sprawami tego świata nie potrafi właściwie rozsądzić żadnej moralnej sprawy dotyczącej życia Zgromadzenia. W niezliczonych przypadkach nasze uczucia do samego Chrystusa nie są wystarczająco żarliwe, aby wzbudzić nasz sprzeciw, gdy Chrystus jest jawnie znieważany. Brakuje nam nawet determinacji, aby odciąć się od takich zachowań, których intencją jest lekceważenie naszego Pana. 

Bóg wyraźnie nam nakazał, aby nie wiązać się w żaden sposób z tymi, którzy zabiegając o sprawy tego świata, nie dbają o cześć Pana Jezusa Chrystusa. Ich uczucia dla Jezusa są obojętne, a gorliwość tylko cielesna.

A jeśli nawet nie my sami, to dlaczego tak wielu braci, drogich nam i Chrystusowi, nie widzi, jak wielki atak został przypuszczony na Bożą chwałę? Obawiam się, że prawdziwa odpowiedź znajduje się właśnie w cielesności i życiu sprawami tego świata – w owocach naszych własnych działań. Z całą siłą chcę powiedzieć, iż wierzę, że tylko spędzając więcej czasu z Jezusem wsłuchując się w Jego słowa, mogę znaleźć siłę, aby przeciwstawić się światowym skłonnościom i cielesnym dążeniom w moim własnym życiu i życiu Kościoła. Będę więc iść za moim Mistrzem, nawet gdybym szedł sam do końca moich ziemskich dni.

Atakowana jest dzisiaj nie tylko chwała Chrystusa, ale również Jego Kościół. I dopuszczają się tego nie tylko ci, którzy otwarcie Bogu bluźnią, ale również ci, którzy biernie się z tym godzą. Jestem przekonany, że marny, światowy stan świętych, którzy są zbyt słabi, by się temu oprzeć, jest wynikiem zasmucania i gaszenia Ducha Świętego.

Pragnę uniżyć się, jak tylko mogę najbardziej, wyznając całą winę, i nigdy nie godzić się na nic, co osłabia moralną kondycję Zgromadzenia, i nigdy nie tolerować znieważania Chrystusa, cokolwiek miałoby się stać. Nigdy nie działać wespół z tymi, którzy za nic mają chwałę Chrystusa, czy  moralność i jedność w Zgromadzeniu. 

John Nelson Darby, 23 stycznia 1857, Plymouth

 

Bochim, czyli uniżenie i wyznanie

(5): i nadali tej miejscowości nazwę Bochim, i złożyli tam Panu ofiarę. [Sędziów 2,5]

 

Upłynęło wiele lat odkąd Izrael został wezwany, aby zapłakać w Bochim. Nie słychać już głosu płaczących, a oddany, wierny sługa odszedł do Pana. Dzisiaj jednak Duch Boga po raz kolejny wzywa nas do Bochim poprzez głos, który płynie z wielu uniżonych serc. Chociaż to smutne, że właśnie w tym miejscu Bóg chce do nas dzisiaj przemówić, to jeśli nie odpowiemy na to wezwanie, rozminiemy się z Jego wolą.

To, co otrzymaliśmy od Boga wymyka nam się raz za razem z rąk. Zawodzimy w praktycznym wyrażaniu tego, w co z całą pewnością wierzymy. Jedność Ducha pośród nas i więź pokoju osłabła. Duch podziału rośnie w siłę, a duchowość maleje. Zapomnieliśmy już, czym jest spajająca nas w jedno moc łaski i Ducha, i nie dążymy do tej jedności. Dzieje się tak, ponieważ gdy się spotykamy, w niewielkim stopniu jesteśmy ulegli i zależni od Jezusa Chrystusa. Nasza służba nie jest dziełem wiary, a braterska miłość i zaufanie przygasa, jakby nie płynęły pomiędzy nami życiodajne soki więzów Chrystusowych. Jeśli w codziennym życiu nie mamy naszego Pana cały czas przed oczami, nasze oddanie Jemu słabnie i musimy uciekać się do ludzkich sposobów w rozwiązywaniu problemów. W taki oto sposób szatan wdziera się pomiędzy nas, aby niszczyć dzieło Boże, a my nie mamy siły, aby się temu przeciwstawić.

Pomimo szczerych wysiłków nawet wiodący bracia pośród nas nie podołali zaradzeniu tej sytuacji i nie utrzymali powierzonego Zgromadzeniu świadectwa wiary w jego czystości i mocy. W tym smutnym stanie Zgromadzenia bez wątpienia sam Bóg wzywa nas teraz do Bochim, właśnie do Bochim a nie do Gilgal*. To nie jest wezwanie skierowane do starszych czy do młodszych – to jest wezwanie skierowane do wszystkich. Jednak kiedy Pan dotyka naszych sumień, to starsi powinni odpowiedzieć na to wezwanie jako pierwsi.

Niektórzy może na to powiedzą: to nie jest czas na uniżenie i modlitwę, to jest czas, aby działać. Zaczekajcie drodzy bracia! Przypomnijmy sobie kochani, jak zaczyna działać Bóg. Czy nie wtedy, gdy jesteśmy przed Nim na kolanach, abyśmy wyznając nasz upadek mogli otworzyć się na działanie Jego łaski? Nie staniemy przed Bogiem w czystości ducha, jeśli nie rozpoczniemy naszej służby od Bochim. Niezbyt wnikliwie czytamy księgę Jozuego 7, 6-13, nie rozumiejąc, w jakim tak naprawdę jesteśmy położeniu: czy w Gilgal, czy w Bochim? Czy idziemy zwycięsko wobec potęgi wroga jak Izrael, z którego Bóg ściągnął poniżenie Egiptu? Czy mamy siłę zmierzyć się z grzechem, jakkolwiek byłby wielki? Niestety, daleko nam do tego. Przeczytajmy więc raz jeszcze uważnie tę historię.

Czy widzimy jako ciało Chrystusa, co mówi Bóg do Zgromadzenia? O nie! Każdy z osobna ma swoje zdanie i przekonanie, ale nie wyrażamy w tym jedności Ducha, który z całą pewnością w nas mieszka. A przecież Zgromadzenie Boga nie może wyrażać się w częściach, lecz tylko w jedności. Czy więc nie przekonuje nas to wystarczająco, że powinniśmy teraz zająć nasze miejsce w Bochim. A nam brakuje nawet  duchowej siły, aby z głębi serc wołać do Pana i zapłakać nad własnym stanem. Straciliśmy poczucie własnej słabości, w której Bóg mógł objawiać swoją siłę. Złudne poczucie własnej siły każe nam wciąż działać i działać. 

A to, co najpierw musimy zrobić, to uniżyć się i wyznać Bogu, że wciąż rządzi nami upadła natura, marna duchowa kondycja ściąga w proch ziemi. Trzeba nam najpierw zapłakać nad sobą, upaść na twarz „z drżeniem przed Słowem pochodzącym od Boga” (Ezdrasza 9,4) i szczerze, w jedności „wyznać swój grzech oraz grzech mego ludu” (Daniela 9,20), aby nie było wśród nas rozłamów, ale „abyśmy byli zespoleni jednakowym umysłem i jednakowym zdaniem” (1 Koryntian 1, 10). Tylko w taki sposób Bóg zawsze zbliżał się do swojego ludu w czasie panowania ciemności. Jedynie w ten sposób można znowu odnaleźć Ducha Chrystusowego. Nasz Pan ma dla nas błogosławieństwo, a Jego świadectwo będzie trwać do Jego powrotu. Lecz pierwsze krople ożywczego deszczu muszą się zmieszać ze łzami z naszego Bochim.         

Ktoś na to odpowie: „Ale czy nie należy osądzić zła?” Ponad wszelką wątpliwość, ale w Boży sposób, w Jego łasce i w Jego mocy. Podjąć działanie bez uniżenia siebie, to wzburzyć Bożą zazdrość. Kiedy uzurpujemy sobie prawo do działania w imię Bożej mocy, której nie posiadamy, to powtórzymy znaną historię spod Chormy, i to w jeszcze bardziej upokarzający sposób (Liczb 14,45).

Drodzy bracia, nie ma dla nas teraz innego miejsca poza Bochim i „należy nam się wstyd na twarzy” (Daniela 9,8). Gdybyśmy podążali za Jezusem krok po kroku,  jak dzieci odstawione od piersi matki, nie znieważylibyśmy naszego Pana i nie czulibyśmy ciężaru tego smutku. 

Słowa z Psalmu 130, 4 przynaglają nas:  „Przy Tobie jednak można liczyć na przebaczenie, by odnoszono się do Ciebie z bojaźnią”. Ukochani Bracia, oby nikogo nie zabrakło w wyznaczonym dla nas miejscu spotkania, oby nikt z nas nie rozminął się z naszym Mistrzem, który oczekuje na nas w Bochim ze słowem przebaczenia: „Ja też troszczę się o takich, którzy są pokorni i skorzy do skruchy, a ponadto szanują moje Słowo” (Izajasza 66,2).

Thomas Neatby, Maj 1879.

* Gilgal – miejsce, gdzie Bóg zdjął z Izraela hańbę Egiptu (Jozuego 5,9)                                                                                 

Źródło: http://biblecentre.org/content.php?mode=7&item=614