Jednostronna teologia

Charles Henry Mackintosh

Kalwinizm i arminianizm

Ostatnio otrzymaliśmy długi list, stanowiący bardzo uderzający dowód zadziwiającego efektu, jaki wywołuje jednostronna teologia. Nasz korespondent najwyraźniej znajduje się pod wpływem czegoś, co jest stylizowane na wyższą szkołę doktrynalną. W rezultacie, nie potrafi on dostrzec słuszności w tym, że wzywa się nawróconych, by „przyszli, słuchali, pokutowali” czy „wierzyli”. Uznaje on coś takiego za nakazywanie dzikiej jabłoni, by wydawała zdrowe jabłka po to, żeby dopiero mogła stać się normalną jabłonią.

Cóż, my głęboko wierzymy w to, że wiara jest darem Boga, że nie wywodzi się ona z woli człowieka lub z ludzkiej mocy. Co więcej, wierzymy, że ani jedna dusza nie zdoła nigdy przyjść do Chrystusa, jeśli nie jest pociągana, tak, wręcz przymuszana do przyjścia dzięki łasce Bożej. Z tych powodów wszyscy, którzy są zbawieni muszą przypisać to z wdzięcznością darmowej i suwerennej łasce Boga. Ich pieśń brzmi (i zawsze tak brzmieć powinna): „Nie nam, PANIE, nie nam, ale twemu imieniu daj chwałę za twoje miłosierdzie i prawdę” (Psalm 115,1 UBG – przyp. tłum.).

Wierzymy, że nie jest to elementem jakiegoś systemu doktrynalnego, ale objawioną prawdą Bożą. Z drugiej jednak strony, wierzymy równie głęboko w poważną prawdę o moralnej odpowiedzialności człowieka, w równej mierze prosto nauczanej w Piśmie Świętym, choć brakuje jej wśród tak zwanych „pięciu punktów wiary wybranych Bożych”. Wierzymy w tych pięć punktów o tyle, o ile daleko sięgają; lecz one faktycznie nie zawierają pełnej wiary wybranych Bożych. Są takie szerokie sfery Boskiego Objawienia, które są minimalizowane w tym jednostronnym systemie lub których on nie porusza, ani w najmniejszym stopniu do nich nie nawiązuje, nawet w przybliżeniu. Gdzie jest w nim mowa o niebiańskim powołaniu? Gdzie znajdujemy chwalebną prawdę o Kościele jako ciele i oblubienicy Chrystusa? Gdzie jest tam drogocenna, uświęcająca nadzieja przyjścia Chrystusa w celu przyjęcia Jego ludu do Siebie? Gdzie w tym systemie pompatycznie stylizowanym na „wiarę wybranych Bożych” mamy szeroką panoramę proroczą otwartą dla oczu naszych dusz? W całym systemie, do którego przylgnął nasz przyjaciel, daremnie szukalibyśmy nawet pojedynczego śladu tych prawd.   

Czy możemy założyć choć przez chwilę, że błogosławiony apostoł Paweł mógłby zaakceptować jako „wiarę wybranych Bożych” taki system, który pomija chwalebną tajemnicę Kościoła, którego sługą specjalnie został uczyniony ten apostoł? Gdyby ktoś pokazałby Pawłowi „pięć punktów” kalwinizmu jako sformułowanie prawdy Bożej, to co on by na to odpowiedział? Co? „Cała prawda Boża”, „wiara wybranych Bożych”, „wszystko, co jest niezbędne do wierzenia”; a mimo to brak w tym nawet jednej sylaby na temat prawdziwego stanowiska Kościoła — jego powołania, stanowiska, nadziei i przywilejów! Zupełne zignorowanie obietnic danych Abrahamowi, Izaakowi, Jakubowi i Dawidowi, lub w najlepszym przypadku całkowite zdystansowanie się do nich! Cały zbiór prorockich nauk poddany jest systemowi ich uduchowiania, jak to się fałszywie nazywa, a w rezultacie Izrael jest ograbiony ze swego odpowiedniego działu, chrześcijanie są sprowadzeni do ziemskiego poziomu – i coś takiego przedstawia się nam pretensjonalnie w poczuciu wyższości jako „wiarę wybranych Bożych”!  

Dzięki Bogu za to, że jest inaczej. Bóg, niech będzie błogosławione Jego imię, nie ograniczył się do ciasnych granic jakiejkolwiek szkoły doktrynalnej: wysokiej, niskiej czy pośredniej. Bóg objawił samego Siebie. On opowiedział nam o głębokich i drogocennych sekretach Swego serca. Odsłonił Swoje odwieczne zamierzenia co do Kościoła, Izraela, pogan oraz całego stworzenia. Owszem, ludzie mogą próbować pomieścić ocean we wiadrach własnego wyrobu, żeby ścieśnić szeroki zakres Boskiego Objawienia w ramach słabych ogrodzeń ludzkich systemów doktrynalnych. To jest niewykonalne i nikt nie powinien się tego podejmować. Lepiej jest odłożyć systemy teologiczne i przyjść jak małe dziecko do odwiecznego źródła Pisma Świętego i z niego pić żywe nauki Ducha Bożego. 

Nic nie jest bardziej szkodliwe dla prawdy Bożej i nic bardziej nie gasi ducha, ani nie ma niczego, co by bardziej podkopywało wszelki duchowy wzrost i postęp, niż to czyni zwyczajna teologia, wysoka lub niska — kalwinistyczna lub arminiańska. Jest niemożliwe, by dusza zrobiła postępy wybiegające poza ograniczenia systemu, do którego przylgnęła. Jeśli jestem nauczany, że mam traktować „pięć punktów” jako „wiarę wybranych Bożych”, to nie powinienem szukać niczego poza nimi. A wtedy najchwalebniejsza sfera niebiańskiej prawdy jest zakryta przed oczyma mojej duszy. Jestem karłowaty, ciasny, jednostronny; grozi mi to, że moja dusza znajdzie się w ciężkim i oschłym stanie wskutek zajmowania się zwykłymi punktami jakiejś doktryny, zamiast samym Chrystusem. Uczeń wyższej szkoły doktrynalnej nie będzie słyszał o ewangelii szerzonej na całym świecie – ewangelii miłości Boga do świata – dobrej wieści dla każdego stworzenia pod Niebem. On otrzymał ewangelię tylko dla wybranych. Z jednej strony uczeń niższej lub arminiańskiej szkoły nie usłyszy o wiecznym bezpieczeństwie ludzi Bożych. Zbawienie takiego człowieka częściowo zależy od Chrystusa, a częściowo od niego. Według tego systemu treść pieśni odkupionych powinna ulec zmianie. Do słów: „Godzien jest ten Baranek”, powinniśmy dodać: „I godni my jesteśmy”. Możemy być zbawieni dzisiaj, lecz jutro możemy być zgubieni. Wszystko to jest zniewagą dla Boga i ograbieniem chrześcijanina z wszelkiego prawdziwego pokoju.  

Nie piszemy tego po to, by obrazić czytelnika. Jesteśmy w naszych myślach jak najdalej od tego. Nie zajmujemy się tu osobami, tylko szkołami doktrynalnymi oraz systemami teologicznymi, co do których usilnie prosimy naszych umiłowanych czytelników, by je porzucili od razu i na zawsze. Żaden z nich nie zawiera w sobie pełnej, całkowitej prawdy Bożej. Są pewne elementy prawdy w nich wszystkich, lecz ta prawda często jest zneutralizowana przez błąd. Nawet, jeśli możemy znaleźć system w swoim ograniczonym zakresie posiadający samą prawdę, to jeśli nie zawiera on w sobie całej prawdy, wówczas jego efekt wywierany na duszę będzie w najwyższym stopniu zgubny. Będzie tak, ponieważ doprowadzi on człowieka do chlubienia się posiadaniem prawdy Bożej, podczas gdy w rzeczywistości ta osoba jedynie uchwyciła się jednostronnego systemu ludzkiego.

Rzadko bowiem spotykamy zwykłego ucznia jakiejkolwiek szkoły doktrynalnej, który by podchodził do Pisma Świętego jako do całości. Będzie przytaczał ulubione teksty i stale je powtarzał, lecz prawie wcale nie będzie się zajmował ogromną większością nauki Pisma Świętego. Na przykład, rozważmy następujące teksty: „Bóg… teraz jednak nakazuje wszędzie wszystkim ludziom pokutować” (Dzieje Apostolskie 17,30 UBG). Także: „który chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tymoteusza 2,4). Jak również w Drugim Liście Piotra: „Pan… okazuje względem nas cierpliwość, nie chcąc, aby ktokolwiek zginął, lecz aby wszyscy doszli do pokuty” (2 Piotra 3,9 UBG). A w ostatniej części Księgi czytamy: „a kto chce, niech darmo weźmie wodę żywota” (Objawienie 22,17 BW – przyp. tłum.).

Czy te fragmenty mamy traktować tak, jak one brzmią? A może powinniśmy wprowadzić słowa objaśniające lub zmieniające sens tych wersetów, tak by dopasować je do naszego systemu? Fakt jest taki, że ukazują one nam wielkie serce Boga, łaskawe działania płynące z Jego natury, szeroki aspekt Jego miłości. Nie można znaleźć w Piśmie Świętym żadnej myśli na temat jakiegoś dekretu Bożego, który skazywałby określoną liczbę ludzi na wieczne potępienie. Niektórzy będą wskutek sądu wydani na pastwę zaślepienia, a to z powodu świadomego odrzucenia przez nich prawdy (Patrz: Rzymian 9,17; Hebrajczyków 6,4-6; 10,26-27; 2 Tesaloniczan 2,11-12; 1 Piotra 2,8). Wszyscy, którzy zginą, będą o to mogli winić wyłącznie samych siebie. Wszyscy, którzy osiągną niebo, będą mogli za to dziękować Bogu.

Jeśli mamy być nauczani przez Pismo Święte, to musimy wierzyć, że każdy człowiek ponosi odpowiedzialność stosownie do posiadanego światła. Poganin odpowiada za to, czy słuchał głosu Bożego stworzenia. Żyd jest odpowiedzialny na podstawie Prawa. Chrześcijanie są odpowiedzialni na podstawie pełnego objawienia, zawartego w całym Słowie Bożym. Skoro Bóg nakazuje wszędzie wszystkim ludziom, by pokutowali, to czy ma na myśli to, co mówi, czy też chodzi mu po prostu tylko o wszystkich wybranych? Czy mamy takie prawo, by coś dodawać do Słowa Bożego, by je zmieniać, skracać lub dostosowywać do czegoś? Absolutnie nie mamy takiego prawa. Przyjmijmy Pismo Święte takim, jakie jest, odrzucając wszystko, co nie wytrzyma jego próby. Możemy całkiem słusznie zakwestionować zdrowy charakter danego systemu, jeśli on nie odpowiada pełnej mocy Słowa Bożego jako całości. Jeżeli wydaje się, że różne fragmenty Pisma Świętego zderzają się ze sobą, to dzieje się tak wskutek naszej niewiedzy. Upokórzmy się w tej sprawie i czekajmy, aż Bóg udzieli nam pełniejszego światła. Możemy polegać na tym jako moralnie bezpiecznym gruncie. Zamiast podejmować wysiłki w celu pogodzenia ze sobą pozornych sprzeczności, uklęknijmy u stóp Mistrza i uznajmy za sprawiedliwe wszystkie Jego wypowiedzi. W ten sposób zbierzemy żniwo błogosławieństwa oraz wzrastać będziemy w poznaniu Boga i Jego Słowa jako całości.

Kilka dni temu pewien przyjaciel dostarczył nam kazanie wygłoszone przez wybitnego duchownego, należącego do omawianej wyższej szkoły doktrynalnej. W tym kazaniu, podobnie jak w liście naszego amerykańskiego korespondenta, dostrzegliśmy efekty jednostronnej teologii. Na przykład, odnosząc się do wspaniałego stwierdzenia Jana Chrzciciela z Ewangelii Jana 1,29, kaznodzieja przytoczył je w ten sposób: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech całego świata wybranych Bożych ludzi.  

Czytelniku, pomyśl o tym: świat wybranych Bożych ludzi! W samym wersecie wcale nie ma mowy o ludziach. Odnosi się on do wielkiego przebłagalnego dzieła Chrystusa, na mocy którego z całego stworzenia Bożego zostanie usunięty każdy ślad grzechu. Pełne zastosowanie tego błogosławionego wersetu znajdziemy dopiero w nowych niebiosach i nowej ziemi, w których mieszka sprawiedliwość. Ograniczanie go jedynie do grzechu wybranych Bożych można uznać tylko za owoc teologicznego uprzedzenia. W Piśmie Świętym brakuje takiego wyrażenia, jak „gładzi grzech wybranych Bożych”. Gdziekolwiek jest mowa o ludziach Bożych, to jest mowa o niesieniu naszych grzechów – o zadośćuczynieniu za nasze grzechy – o przebaczeniu grzechów. Pismo Święte nigdy nie wprowadza zamieszania w tych sprawach, a nie ma nic ważniejszego dla naszych dusz, byśmy byli nauczani przez samo Pismo Święte, a nie przez wypaczone, ciasne i oschłe dogmaty jednostronnej teologii.

Czasami słyszymy, jak Ewangelię Jana 1,29 cytują lub raczej przekręcają uczniowie niskiej szkoły doktrynalnej, czyniąc to w ten sposób: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata”. Gdyby tak było, to nikt nigdy nie byłby zgubiony. Takie stwierdzenie dostarczyłoby podstawy dla okropnej herezji uniwersalnego zbawienia. To samo można powiedzieć o oddaniu 1 Listu Jana 2,2 jako „grzechy całego świata”. To nie jest Pismo Święte, lecz tragicznie fałszywa doktryna, co do której nie wątpimy, że nasi tłumacze bardziej niż inni stanowczo by ją odrzucili. Gdziekolwiek występuje słowo grzechy, tam odnosi się do ludzi. Chrystus jest przebłaganiem za cały świat. Był zastępcą za Swoich ludzi.

UWAGA: Bardzo interesujące jest podkreślenie sposobu, w jaki Pismo Święte strzeże nas przed przyjęciem odpychającej doktryny reprobacji (odwiecznego skazania niewybranych na potępienie – przyp. tłum.). Spójrzmy na przykład na Ewangelię Mateusza 25,34. Tutaj Król, zwracając się do tych po Jego prawej stronie, mówi: „Pójdźcie, błogosławieni Ojca mego, odziedziczcie Królestwo, przygotowane dla was od założenia świata”. Kontrastuje z tym wypowiedź skierowana do tych po Jego lewej stronie: „Idźcie precz ode mnie, przeklęci [Chrystus nie mówi: ‘przeklęci Ojca mego’], w ogień wieczny, zgotowany [nie wam, lecz] diabłu i jego aniołom” (Mateusza 25,40 – przyp. tłum.). Podobnie jest w 9 rozdziale Listu do Rzymian. Mówiąc o „naczyniach gniewu”, nazywa je „przygotowanymi do zniszczenia” – na pewno nie są przygotowani przez Boga, tylko sami się na to przygotowali. Z drugiej strony mówiąc o „naczyniach miłosierdzia”, powiada, że „przygotował je uprzednio ku chwale”. Wspaniała prawda o wybraniu jest w pełni utwierdzona; lecz ostrożnie unikamy odpychającego błędu reprobacji.